14. Jak dochować wierności przez całe życie?

W dniu ślubu przyrzekamy dochować wierności wybranej osobie. Każdego dnia ponawiamy to zobowiązanie podjęte w kościele potwierdzając wypowiedziane wtedy “tak” we wszystkich przejawach życia codziennego.

Wierność jest celem, do którego dąży się wspólnie; oznacza, że można powiedzieć: “Cokolwiek by się działo, będę przy tobie, w szczęściu i nieszczęściu.”

Wierzyć w drugą osobę, ufać jej, poświęcać jej uwagę, dbać o nią każdego dnia – na tym polega wierność. Jest to czasem trudne, wymaga wysiłku, ale jest źródłem szczęścia i poczucia pełni.

Dona ora. Grazie!

Wierność wystawiana jest czasem na próbę. Jeśli jest drogą, którą wybieramy, nie możemy tracić z oczu pewnych drogowskazów. Obojętność wobec drugiej osoby, która wyraża się brakiem czasu, stawianiem na pierwszym miejscu kariery zawodowej, samorealizacji, sportu, muzyki czy przyjaciół – zabije wierność. Jeśli twierdzimy, że nasze sprawy są najważniejsze, że chcemy czuć się wolni, wtedy odchodzimy od miłości. Każdy zacznie żyć dla siebie zamiast dla małżonka i wtedy właśnie, zawiedzeni i narażeni na różne pokusy życia, podejmujemy ryzyko niedochowania przyrzeczonej wierności.

Musimy być czujni, gdyż pokusy świata, w którym żyjemy, są silne: pornografia, pogoń za własną przyjemnością, prowokacje mody, filmy przedstawiające niewierność jako rzecz normalną. To wielki zamęt zagrażający wierności.

Im bardziej nasz relacje będą zanurzone w Bogu, tym głębsza będzie nasza wierność. Sakrament małżeństwa stanowi jej niewyczerpane źródło, z którego możemy czerpać każdego dnia.

Najpierw chciałam cię mieć dla siebie, zmienić cię, ukształtować według własnych wyobrażeń, tak, byśmy stali się jednym. Trzeba było lat kłótni, buntu i nieporozumień, abym zrozumiała, że nie jesteś mną. I zaczęłam akceptować twoją inność, kochać to, że jesteś inny.

Przeciwstawiałam się twojemu sposobowi patrzenia na życie. Nie rozumiałam, dlaczego nie myślimy w ten sam sposób, a w dyskusjach z przyjaciółmi nigdy się z tobą nie zgadzałam. Później, powoli nauczyłam się ciebie słuchać i odkryłam, jak wspaniale możemy się uzupełniać: razem możemy wyrazić głębszą prawdę.

Na początku małżeństwa często zamykałam się w sobie, gdy nie rozumiałeś moich odczuć. Byłam przygnębiona i wyrzucałam ci brak subtelności. Musiałam nauczyć się wyrażać jaśniej to, czego pragnę… Teraz nie ma tygodnia, byśmy nie poświęcili trochę czasu na rozmowę i bycie we dwoje.

Kiedy się pobieraliśmy, szczególnie prosiliśmy Boga o łaskę pozostania sobie wiernymi. I pewnego dnia nie odczuwając już uniesienia pierwszego okresu naszej miłości, pomyślałam, że przestałam cię kochać. Serce zaczęto bić dla innego – pociągała mnie myśl o przygodzie z tym mężczyzną. Ale w głębi duszy pozostawała wciąż pewność, jaką mieliśmy na początku. Wewnętrznie rozdarta, wpadłam w depresję. Po roku piekła odkryliśmy grupę modlitewną i narodziła się w nas szalona nadzieja. Wzywałam pomocy Pana i On wyrwał mnie z otchłani. Byliśmy uratowani. Wybaczyłeś mi, nasza miłość całkowicie się odrodziła, a teraz każdego dnia wybieram cię od nowa.

Nie dajesz mi często kwiatów i kiedyś było mi z tego powodu przykro. Ale zaczęłam zauważać wszystkie drobne gesty miłości, jakie masz dla mnie, i zdecydowałam, że potraktuję je jak kwiaty. Dzisiaj mam już przed oczami cały ukwiecony kobierzec.

Nauczyliśmy się tworzyć jedno ciało. Z czasem niezręczne porywy namiętności pierwszych lat zamieniły się w pełną miłości czułość, każde z nas stara się doi radość drugiemu. Byliśmy inaczej wychowywani i dochodziło między nami często do konfliktu, gdy pojawiły się dzieci i należało decydować o ich wychowaniu. Byłam zaborcza i czasem zaślepiona, kiedy o nie chodziło. Zdałam sobie sprawę, jak ważne jest, abym potrafiła w tobie znaleźć oparcie, i że jeśli zaufamy Panu, uda nam się odnaleźć właściwe rozwiązania. Teraz, kiedy nasze dzieci są dorosłe, rozumiem, jak bardzo Bóg nam pomagał i pomaga.
Laura