4. Czy można się kochać w wieku 80 lat?

Czy rzeczywiście małżeństwo twoich rodziców było takie “bezkonfliktowe” i idealne?

Kiedy byłam mała myślałam, że tak wygląda każda rodzina i że jest to normalne. Potem widząc tragedie w rodzinach koleżanek zrozumiałam, że to nie takie oczywiste…

Dona ora. Grazie!

Rodzice byli bardzo dobrym małżeństwem, bardzo się kochali. Było to widać w drobiazgach. Tatuś – architekt – zawsze wstawał od deski kreślarskiej, żeby wracającej do domu mamie zdjąć płaszcz. Kiedy on przychodził do domu mama przerywała każde ze swych zajęć, by pójść do przedpokoju i go powitać. Nigdy nie słyszałam, żeby jedno do drugiego odezwało się bez miłości i szacunku, nawet jeśli sytuacja była “nerwowa”. Nigdy się na siebie nie obrażali, nie tylko nie było “cichych dni”, ale nawet “cichych minut”. Problemy były wyjaśniane w prostocie. Jedyne przypadki kiedy Tatuś na nas, dzieci, się gniewał – to gdy któreś niegrzecznie odezwało się do Mamy. Zawsze mam w oczach uśmiech Tatusia, gdy Mama wchodziła do pokoju. Bardzo lubił, jak siedziała blisko, gdy pracował – wtedy zasięgał jej rady co do nowych pomysłów i projektów. Pamiętam też, że zawsze czyścił jej buty. Dużo ze sobą rozmawiali – o wszystkim, czym aktualnie żyli. I w tych sprawach, rano i wieczorem wspólnie się modlili. Nigdy nie chodzili po domu niechlujnie ubrani, starali się – z szacunkiem dla drugiego – porządnie, ładnie wyglądać przez wszystkie 49 lat małżeństwo. Wiem, że to wszystko brzmi nieprawdopodobnie, ale tak to było, i dla nas, dzieci, byli wspaniałym dowodem na to, że miłość – przy dużej dawce dobrej woli z obu stron – może być czymś bardzo prostym i niezwykle pięknym.
ROZMOWA Z CÓRKĄ BARBARY I WŁADYSŁAWA

Czy można?

Oczywiście. Ale ta miłość jest już inna niż na początku. W naszym przypadku dużo głębsza. Początek był dla mnie trudny, bo i wejście w nową rodzinę i troski związane z potrzebami życia materialnego. Na początku też większą rolę miały pragnienia związane z cielesnym przeżywaniem miłości małżeńskiej. Po latach troski i kłopoty powoli odpadają – a zostaje pewność, spokojna radość z bycia z tą ukochaną osobą i jedność serc.

A konflikty?

Może to dziwnie zabrzmi, ale w naszym małżeństwie ich nie było. Oboje byliśmy bardzo wierzący, staraliśmy się przeżywać naszą miłość po Bożemu”. W dodatku mieliśmy te same zapatrywania na sprawy najważniejsze: wiarę, dobro, piękno, sztukę – nawet politykę.

I nie było problemów, kłótni?

Między nami nie. Do tego na pewno potrzebna jest dobra wola, pragnienie, żeby temu drugiemu było dobrze ze mną, żeby on był szczęśliwy. Mąż każde moje głupstwo tłumaczyć. Np. na pewno byłaś zmęczona, spieszyłaś się, zapomniałaś… Zawsze zakładał moją dobrą wolę – a i sam miał najlepszą…

Czy były tematy tabu, czy coś między sobą ukrywaliście?

Nawet sobie nie potrafi tego wyobrazić. A po co miałabym coś ukrywać?

A sprawa wierności: czy nie miara pani pokus zdrady?

Człowiek nie pakuje się w zdradę natychmiast. Oczywiście, że czasem jakiś mężczyzna mógł mi się podobać – ale przecież mamy wolną wolę i można sobie powiedzieć “stop – nie tędy”. Nigdy w życiu nie chciałabym zdradzić męża nawet w sercu – bo to jest chyba jeszcze gorsze niż jakiś czyn. Wiem, że i on nigdy by tego nie chciał, miał bardzo czyste serce. Nigdy nie chciałam, by cokolwiek nas rozdzieliło. Raz zauważyłam, że jeden z jego kolegów, też architekt, jest mną wyraźnie zainteresowany, często do nas przychodził i zorientowałam się, że nie jest mi to obojętne. Sposób na to był prosty – poprosiłam męża, żeby go do nas nie zapraszał…

Co by pani poradziła młodym małżonkom?

Budowanie swojej miłości na Bogu, stałą troskę o dobro drugiego, wspólną modlitwę i wiele dobrej woli. Warto…
ROZMOWA Z PANIĄ BARBARĄ